14 października 2013

Powrót do przeszłości…

i to nie byle jakiej, bo do czasów, kiedy to legendarna złota polska jesień była zjawiskiem naturalnym i rozpieszczała nas swoim nieprzeciętnie pięknym, wielobarwnym pejzażem skąpanym w promieniach słonecznych. Do czasów, kiedy odziana w pelerynę i kalosze chadzałam z tatą co niedzielę do lasu, radośnie podskakując i wymachując koszykiem. Do czasów, o których warto pamiętać, do których chciałoby się wracać każdego dnia, których wspomnienie jest jak lekarstwo na całe zło.


Szelest liści, zapach mchu i piękno wspomnień


Tak, w ten weekend wróciłam właśnie do tego okresu, do dzieciństwa - może nie dosłownie, ale pośrednio na pewno. Ponownie poczułam się jak mała dziewczynka i nie próbowałam, nie chciałam wzbraniać się przed tym beztroskim stanem. Niby nic, a jednak tak wiele. Takie dni uczą mnie, jak dostrzegać drobne rzeczy, celebrować pozornie błahe momenty - bo w nich tkwi sens, poczucie szczęścia, nasze dobre samopoczucie. Po wielu długich latach, za namową znajomej, ruszyłam na grzybobranie. Sceptyczna, ale delikatnie podekscytowana wstałam wczesnym rankiem, przygotowałam wszystkie niezbędne elementy i ruszyłam w towarzystwie Niemęża oraz koleżanki-grzybiarki do lasu. Na jego skraju przywitały mnie ciemne, delikatnie połyskujące kapelusze, które skutecznie zachęciły do poszukiwań i całkowitego poddania się temu wszechogarniającemu uczuciu radości. Każde kolejne znalezisko wzbudzało we mnie taki sam poziom radości, jak ponad 20 lat temu. Z dumą obserwowałam wypełniający się koszyk i entuzjastycznie podskakiwałam między drzewami. Z przyjemnością i ciepłem wypełniającym moje wnętrze nasłuchiwałam, wąchałam i obserwowałam życie, które mnie otaczało. Czułam się wybornie i łaknęłam więcej.


Pokłosie


Dwie i pół godziny zleciały niczym 15 minut i zaowocowały dwoma pełnymi wiadrami świeżych, pachnących grzybków, niespełna dziewięcioma godzinami przygotowywania ich i niewiarygodnym bólem pleców. Pomijając obawy co do jadalności naszych zbiorów, pewnie stwierdzam, że trud się opłacił, a uczucie towarzyszące bieganiu po lesie i tropieniu grzybów było tym, które rozbudziło we mnie radosny, przyjemny i entuzjastyczny stan, jakiego nawet się nie spodziewałam. Mimo tych wszystkich pozytywnych następstw, śmiertelnie poważna nakazałam mojemu Lubemu, aby następnym razem, gdy najdzie mnie ochota na grzybobranie, walnął mnie porządnie w ceber i przypomniał o tych 9 godzinach spędzonych nad nimi po powrocie do domu.







***A jak Wam minął weekend? Chadzacie czasem na grzyby? Znacie sie na nich choć torchę, czy jak ja jesteście niemalże zielone w te klocki?***

09 października 2013

My MUST HAVE: Garnier Fructis Oil Repair 3 - włosy suche i zniszczone

To, co mam na głowie, ciężko nazwać włosami, bo ani ich nie przypomina, ani tym bardziej nie dodaje mi uroku i kobiecości. Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że wiele ujmuje mojej atrakcyjności (jakakolwiek by ona nie była) i sprawia, że moje poczucie pewności diametralnie spada. Cóż… nie każdemu pisana bujna, lśniąca czupryna, którą dumnie może potrząsać i kokieteryjnie omiatać policzki. O poprawną - nawet już nie dobrą - kondycję włosów walczę od pięciu lat i wciąż ponoszę klęskę. Nie poddaję się jednak i wciąż tli się we mnie nadzieja, że trud się opłaci, a ta złośliwa kępka szpetnego siana jeszcze kiedyś zachwyci mnie na swój osobliwy sposób.



Zdumiewające właściwości


Zdaje się, że jestem na dobrej drodze, a wszystko za sprawą maski, która stała się moim bezapelacyjnym hitem ostatnich miesięcy. Mój snopek siana pokochał GARNIER Fructis Oil Repair 3 od pierwszego zastosowania. Dawno nie widziałam, aby moje włosy tak fantastycznie reagowały na jakiś kosmetyk. Ekstremalne wygładzenie, które wprawiło mnie w osłupienie, było chyba najbardziej pożądanym efektem jej stosowania, ale to nie wszystko. Wyraźne odżywienie i blask, jakiego prawdopodobnie nigdy wcześniej nie uświadczyłam plus sprężystość i miękkość, na jaką nawet nie śmiałam liczyć. Po każdym zastosowaniu włosy były sypkie i delikatnie dociążone, dzięki czemu uporczywie puszące się i odstające na całej długości krótkie włoski zostały w większości okiełznane. No i ponownie ta niewiarygodna, aksamitna gładkość włosów przelewających się przez palce… :)

Ku mojemu zdziwieniu i ogólnej niechęci do intensywnych zapachów, wyrazista woń cytrusowych owoców, jaką serwuje nam Fructis Oil Repair 3, nie kolidowała z moimi upodobaniami i umilała zabiegi pielęgnacyjne. Szczerze muszę również pochwalić wydajność kosmetyku, który służył mi przez ok. 3 miesiące, a stosowałam go 2x w tygodniu nie skąpiąc na dozowaniu. Włosy pokryte maską okrywałam czepkiem kąpielowym i ręcznikiem - po min. 30 minutach spłukiwałam chłodną wodą. 



Dla kogo?


Maska przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych, wymagających odbudowy i regeneracji. Wzbogacona o oleje roślinne (oliwka, awokado, shea) i ekstrakty owocowe. W składzie znajdziecie również silikon, ale ten z grupy przyjaznych i łatwo zmywalnych (amodimethicone), który ma za zadanie chronić nasze włosy i zatrzymywać w nich wilgoć.
Obecnie odstawiłam kosmetyk nie chcąc, aby włosy przywykły do jego zbawiennego działania, jednak bez wątpienia będę do niego regularnie wracała.


***Nie jestem pewna, czy żółta seria Garnier Fructis jest również dostępna na terenie Polski, ale jeśli kiedyś natkniecie się na nią, a Wasze włosy są równie wymagające i niesforne jak moje, to nie wahajcie się i zainwestujcie w tę pozycję.***

Tekst opublikowany również na PNK

29 września 2013

Passion DIY: kartka okolicznościowa for HIM

To już ostatni dzwonek! Jutro Dzień Chłopuszków i jeśli jeszcze nie udało Wam się czegoś dla nich zorganizować, to mam dla Was małą propozycję. Trochę banalnie i staroświecko, ale z pomysłem: kartka (lub jak kto woli laurka) w iście męskim wydaniu. W jej wnętrzu możecie ukryć spersonalizowane życzenia lub po prostu miłą sentencję :)


Bądź kreatywna


Moją wersję koszulowej laurki wykonałam przy użyciu papieru do drukarki i pakowania prezentów. Początkowo obawiałam się, że efekt końcowy nie będzie najlepszy, ale myślę, że wyszło całkiem przyzwoicie. Postanowiłam jednak wykorzystać ją jako element dekoracyjny opakowania i przytwierdziłam ją do prezentu. We wnętrzu koszuli umieściłam oczywiście kilka miłych słów i już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia, by wręczyć prezent mojemu Wybrankowi.


Dobra zabawa to podstawa


Czego potrzebujecie?
  • papier x 2 (dowolny format, kolor, faktura)
  • nożyczki
  • klej
  • coś do pisania
  • 10 minut wolnego czasu
Wykonanie jest naprawdę bardzo proste i wymaga minimum umiejętności manualnych. Po szczegóły i tutorial odsyłam tutaj --> KLIK lub KLIK


Dobra zabawa i satysfakcja gwarantowane! Czułam się wybornie tworząc tę błahostkę i oczyma wyobraźni widziałam już minę mojego Niemęża. Zakładam, że ten miły gest doceni każdy obdarowany, a Wy poczujecie się niezwykle dumnie, że wykonałyście go w 100% samodzielnie.


Pamiętajcie również o innych mężczyznach w Waszym otoczeniu!!! Niech Wasz najlepszy kumpel, brat lub tata także ma okazję poczuć się wyjątkowo :) 

Tekst opublikowany również na PNK

26 września 2013

Na tropie DIY: lampy, klosze, abażury

Jako fanatyczka DIY od lat gromadzę na dysku wszelkiej maści inspiracje, na które udało mi się natknąć w sieci. Uwielbiam nietuzinkowe i twórcze rozwiązania, a nade wszystko kreatywny recykling polegający na tchnieniu nowego życia w stare i pozornie bezużyteczne już przedmioty. Z każdym kolejnym znaleziskiem mój zachwyt sięga zenitu i obiecuję sobie, że znajdę na tyle czasu i motywacji, aby choć część z nich zrealizować. Chcąc nie chcąc, ogrom nietuzinkowych idei sprawił, że mój elektroniczny kumpel zaczął kapitulować, a jego funkcyjne upośledzenie igra z moim opanowaniem. Tym oto chytrym podstępem zostałam zobligowana do przeprowadzenia dyskowych porządków i pozbycia się większości znalezisk. Musiałam jednak znaleźć jakieś alternatywne rozwiązanie, które pozwoliłoby mi zachować choć część tych skarbów w jednym miejscu. Nie dumając zbyt długo postanowiłam zgromadzić je w moim wirtualnym pudełku, jakim jest blog i piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu, zainspirować również Was do twórczych czynności. Mam nadzieję, że z czasem każde z Was znajdzie tu coś dla siebie i poczujecie w sobie zapał twórczy, któremu będziecie chcieli dać upust.

Niebanalne oświetlenie + tutoriale


Po jednej z przeprowadzek szukałam natchnienia celem uatrakcyjnienia (prawdopodobnie najpopularniejszej) papierowej lampy by IKEA. Tak właśnie trafiłam na kilka interesujących propozycji, dlatego na rozgrzewkę pomysły DIY z działu oświetlenie.



1. Gwiezdna lampa sufitowa z pewnością stworzy niebiański klimat w każdym pomieszczeniu. To cacko powstało na bazie dmuchawcowej lampy od IKEA i jest, co prawda tylko małą jej 
transformacją, ale jakże uroczą. Szczegóły i tutorial --> KLIK

2. Nie wiedzieć czemu, ale widząc po raz pierwszy te lampy, natychmiast skojarzyłam je z barwnymi ptakami. Właściwie bliżej im do mopa niż np. papugi, ale oryginalności nikt im nie odmówi. Szczegóły i tutorial --> KLIK

3. Fantastyczna, ażurowa lampa z pewnością przypadnie do gustu wszystkim romantyczkom i miłośniczkom retro, vintage & shabby chic style. Szczegóły i tutorial --> KLIK

4. Jak wykorzystać papierowe serwetki i jednocześnie uatrakcyjnić nudną, papierową lampę? Szczegóły i tutorial --> KLIK

5. Muffinkowa lampa? Nic prostszego! Szczegóły i tutorial --> KLIK

6. Jeden z moich faworytów, czyli świecąca szyszka – prosta, tania i efektowna. Szczegóły i tutorial --> KLIK

7. Ta wersja chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Geometryczne kształty sprawiają, że światło ulega rozproszeniu, tworząc przy tym niebanalny efekt. Szczegóły i tutorial --> KLIK

8. Świetlna chmurka, która zdaje się być przyjemnie miękka i zwiewna, wykonana została w podobny sposób jak jej muffinkowa siostra. Szczegóły i tutorial --> KLIK

9. Komiksowa propozycja nie tylko dla nastolatków – idealne rozwiązanie dla osób bawiących się wnętrzami swojego domu i stawiających na kolorystyczne akcenty. Szczegóły i tutorial --> KLIK


Mam nadzieję, że wpisy z DIY w roli głównej przyjmiecie z entuzjazmem i dacie się ponieść eksperymentalnej fantazji.

21 września 2013

Au Gratin z kalafiorem w roli głównej

Uwielbiam szybkie i proste dania, a jeszcze bardziej lubię, kiedy podstawę ich przygotowania stanowi kalafior lub brokuł. Musicie wiedzieć, że od wielu lat jestem prawdziwą fanką tych warzyw i mogłabym je jadać każdego dnia i pod każdą możliwą postacią. Oczywiście, najlepiej smakują lekko podgotowane z dodatkiem zarumienionej na masełku bułki tartej, ale i w ich przypadku urozmaicenie smakowe jest jak najbardziej wskazane. Zadając sobie tradycyjne już pytanie co by tu dziś ugotować, jednocześnie zastanawiałam się nad tym, jak wykorzystać ogromną główkę kalafiora zalegającą od kilku dni w lodówce. O radę poprosiłam wujka Google, który jak zwykle mnie nie zawiódł. Nie tylko w mig rozwiązał problem, ale jednocześnie przyczynił się do tego, że w moim kalafiorowym menu na stałe zagościła nowa pozycja kulinarna, którą dziś chciałabym się z Wami podzielić.

 

Lista zakupów


Lista niezbędnych składników jest równie krótka i prosta, co czas i stopień trudności wykonania, a są to:

  • kalafior 
  • 50g masła 
  • 5 łyżek mąki 
  • 200ml gorącego mleka 
  • 100ml słodkiej śmietany lub białego wina 
  • ok. 100g startego żółtego sera 
  • 2 roztrzepane jajka 
  • przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa, ostra/słodka papryka, natka świeżej lub suszonej pietruszki

 

Step by Step


W pierwszej fazie dzielimy kalafiora na małe różyczki i podgotowujemy w lekko osolonej wodzie. Uważajcie, aby nie był on zbyt miękki, bo zapiekanka będzie przypominć nieapetyczną breję! W międzyczasie przygotowujemy zasmażkę – rozpuszczamy na rozgrzanej patelni masło i dodajemy do niego mąkę, a następnie gorące mleko i śmietanę/wino. Dokładnie mieszamy aż powstanie gładki, gęsty sos o budyniowej konsystencji, do którego dorzucamy połowę sera, jajka oraz przyprawy i ponownie mieszamy. Odcedzony kalafior mieszamy z przygotowaną masą i przekładamy do uprzednio nasmarowanego tłuszczem naczynia żaroodpornego. 

Całość posypujemy pozostałością sera i natką pietruszki. Pieczemy przez ok. 25 min. w rozgrzanym do 220 stopni C piekarniku i serwujemy wygłodniałym osobnikom, którym od rozchodzącego się zapachu cieknie już ślinka.

Jak wcześniej wspomniałam, potrawa jest niezwykle szybka i łatwa w przygotowaniu, a co najważniejsze bardzo smaczna i syta. To świetna propozycja dla jaroszy lub osób, które po prostu mają ochotę na posiłek bezmięsny, a do tego sprawdzi się zarówno jako danie główne w porze obiadowej, jak i wczesna kolacja. Guten Appetit!

Znacie jakieś nieskomplikowane i smaczne dania z kalafiorem lub brokułem w roli głównej? Chętnie skorzystam z Waszych propozycji :) Tym czasem życzę Wam słonecznego weekendu i do przeczytania!

16 września 2013

Coś dla NIEGO, czyli prezent (nie tylko) na Dzień Chłopaka

Jeśli podobnie jak ja lubicie sprawiać innym małe przyjemności, to przypominam, że niebawem będziecie miały okazję ku temu (choć ta jest codziennie), by umilić życie męskiej części Waszego otoczenia. Jak co roku, 30 września, mamy nieoficjalne święto, czyli Dzień Chłopaka. To świetny moment, aby sprawić im małą niespodziankę i wyrazić jak bardzo ich cenimy, kochamy i szanujemy – bo przecież bez nich nasze życie byłoby niepełnowymiarowe. 
Choć większość facetów z uporem maniaka deklaruje, że nie uznaje takich świąt, nie świadczy to o tym, że od razu powinnyśmy wystrzegać się miłych gestów i drobnych upominków. Jestem pewna, że te wywołają uśmiech na ich twarzach i sprawią im wiele radości, nawet jeśli będą starali się to przed nami ukryć.


 Problemy dnia (nie)codziennego


Ok, że Dzień Chłopaka - to już wiemy, że jakoś tam, na swój sposób, będziemy go celebrować - również… ale co im sprezentować? Niby powinnyśmy wiedzieć, co lubią nasi mężczyźni i zwykle wiemy, ale trudność i tak się pojawia, bo przecież nie kupię mu znowu Raffaello. Klasyczny problem, z którym i mi nierzadko przychodzi się zmierzyć, dlatego przybywam z odsieczą, celem ułatwienia sobie i Wam upominkowych dylematów. Zrobiłam mały research i przygotowałam krótką listę niespodziankowych propozycji. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i zainspiruje do własnych poszukiwań.





















1. Książka to jeden z tych "bezpiecznych" prezentów, które przydzą się każdemu, bez względu na zainteresowania i wiek. Oczywiście, należy zwrócić uwagę na jej tematykę, aby była ona w kręgu potencjalnych zamiłowań obdarowywanego lub postawić na coś uniwersalnego, jak np. Autobiografia Richarda Bransona Kroki w nieznane [KLIK]

2. Oryginalny pokrowiec na iPada lub laptopa, to idealny upominek dla wszystkich tych, którzy nie rozstają się ze swoimi elektronicznymi przyjaciółmi i lubią nietuzinkowe dodatki [KLIK] 

3. Cyfrowy breloczek idealnie sprawdzi się w przypadku gadżeciarzy i tych, którzy najważniejsze osoby chcą mieć zawsze przy sobie [KLIK] 

4. Kubek termiczny z grzałką to fantastyczna pozycja dla wszystkich kierowców, którzy lubią mieć pod ręką coś ciepłego [KLIK]

5. Czapka z wbudowanymi słuchawkami z pewnością zachwyci każdego fana ciepła i muzyki [KLIK] 

6. Idealne rozwiązanie dla posiadaczy iPhona 4/4s i smakoszy-piwoszy, czyli etui z wbudowanym otwieraczem [KLIK] 

7. Świetny upominek dla fanatyków fotografii - kubek w formie obiektywu [KLIK]

8. Nietypowe spinki do mankietów na pewno wzbudzą zainteresowanie w otoczeniu obdarowanego Like it! [KLIK]

9. Rękawiczki umożliwiające obsługę ekranów dotykowych - zimowy must have dla wszystkich posiadaczy smartphonów [KLIK]

10. Wodoodporny notatnik pod prysznic to propozycja dla kreatywnych, którzy zawsze mają głowę pełną pomysłów - bo najlepsze pomysły rodzą się właśnie podczas kąpieli! [KLIK]

11. Fuck The Rain, czyli parasol dla indywidualisty [KLIK]

12. Ładowarka awaryjna to genialne urządzenie dla zapominalskich - i argument bateria mi padła przestaje mieć znaczenie [KLIK]

13. Prześcieradło do złudzenia przypominające płyty chodnikowe to nie tylko oryginalny i stosunkowo drogi prezent, ale coś o wiele więcej. Zainteresowanych odsyłam o tutaj --> [KLIK]
  
14. Słuchawki z zamkiem błyskawicznym dla wszystkich niecierpliwców, których do szału doprowadzają poplątane kabelki [KLIK]


Magia obdarowywania


Powiedzmy to sobie szczerze: każdy z nas lubi być obdarowywany i zaskakiwany miłymi gestami. Bo cóż innego może sprawić nam większą radość niż pamięć i sympatia bliskich, wyrażona w drobnych uczynkach – śniadanie podane do łóżka, puchar ulubionych lodów w przytulnej kawiarence, polne kwiaty zebrane z myślą o nas, wspólny wypad do teatru lub na koncert, czy też szal, który wpadł nam w oko podczas ostatniego spaceru po mieście. Tak niewiele potrzeba, aby poczuć się kochanym i docenianym. To, co sprawia mi jednak największą przyjemność, to obdarowywanie i uszczęśliwianie innych, bo nie ma nic bardziej satysfakcjonującego i motywującego, niż widok zadowolenia i radości wymalowanych na twarzy bliskiej mi osoby.

Wszystko zależy wyłącznie od Waszej kreatywności i możliwości. Pamiętajcie jednak, że najlepsze pomysły są tymi najprostszymi. Macie jeszcze 14 dni na ich realizację, więc do dzieła! 

11 września 2013

Niezwykłe zastosowania CYTRYNY (cz.2)

Pierwsza porcja cytrynowych zastosowań już za nami, dlatego czas na kolejną dawkę niezwykłości z cytryną w roli głównej oczywiście.

Źródło


Do niedawna nie miałam pojęcia, że ten pospolity owoc nie tylko stanowi naturalny konserwant i popularny dodatek do dań i napojów, ale również wspomaga trzustkę i wątrobę, łagodzi objawy wrzodów, artretyzmu, nadkwasowości, reumatyzmu, zaparć, czkawki, nudności i wielu, wielu innych dolegliwości. Podobno po dziś dzień w marynarce brytyjskiej obowiązuje nakaz zaopatrywania statków w określoną ilość cytryn, która od setek lat chroni marynarzy m.in. przed szkorbutem. Tak wiec CYTRYNY NA POKŁAD drogie Panie!




Wybielanie – sok z cytryny to znakomity i naturalny wybielacz do tkanin. Dodawaj go do każdego prania, a Twoja bielizna będzie nie tylko wyjątkowo czyta, ale i pięknie pachnąca. 

Uporczywe plamy – delikatne tkaniny wymagają delikatnej pielęgnacji, dlatego stosowanie tradycyjnego wybielacza nie jest w ich przypadku dobrym rozwiązaniem. Zastąp go roztworem soku z cytryny i sody oczyszczonej, a potem namocz tkaniny przynajmniej pół godziny przed praniem. Jeśli chcesz wywabić plamy z atramentu, tłuszczu, farb akwarelowych lub temper, to świetnie trafiłaś. Zwilż poplamione miejsce podkładając pod tkaninę suchą ściereczkę i pozostaw do wyschnięcia, a następnie starannie wypłucz. 

Wspomóż proszek – rdzę i inne mineralne zabrudzenia usuniesz z pomocą naturalnego, cytrynowego wybielacza, dodanego do prania w ilości ok. jednej szklanki. 

Wypowiedz wojnę pleśni – jeśli na Twojej ulubionej kurtce zadomowiła się pleśń, spróbuj usunąć ją wcierając w zabrudzone miejsce pastę przygotowaną z soli i soku cytrynowego. Pozostaw do wyschnięcia na słońcu, a w razie konieczności powtórz czynność. Podobnie postępuj w przypadku plam powstałych wskutek rdzy. 



Czysta wątroba – roztwór letniej wody, soku z jednej cytryny i łyżeczki miodu zadziała oczyszczająco i odtruwająco. Wywar z cytryny wspomaga również odchudzanie i metabolizm, a przy tym jest banalnie prosty w przygotowaniu: szklanka wrzątku + cytryna + łyżeczka rumianku. Ważne: pijemy na czczo! 

Sposób na migrenę – spróbuj złagodzić objawy migreny stosując cytrynowe kompresy na skronie lub wypij filiżankę niesłodzonej kawy wzbogaconej o sok wyciśnięty z połowy cytryny. 

Odetchnij z ulgą – następnym razem, kiedy będziesz mieć trudności z oddychaniem spowodowane przeziębieniem i katarem, zastosuj naturalne krople do nosa – sok z cytryny. 

Uśmierz ból gardła – dokucza Ci ból i drapanie w gardle? Zgódź objawy płukanką cytrynowo-miodową na bazie wody. 

Poparzenia, zadrapania, skaleczenia – powstrzymaj krwawienie i zdezynfekuj małe rany wacikiem nasączonym sokiem cytrynowym – przyciśnij ranę do kompresu na min. 60 sek. 
Ból i wysypkę wywołaną poparzeniem roślinnym, złagodzisz sokiem wtartym w podrażnione miejsce.

Powiedz NIE kurzajkom –po kilku dniach smarowania kurzajek sokiem z cytryny, intruz powinien ulec rozpuszczeniu. 



Pogromca starczych plam – nieestetyczne przebarwienia i plamy na skórze w bezpieczny i nieinwazyjny sposób zlikwidujesz wcierając w nie sok z cytryny, który efektywnie rozjaśni skórę.

Naturalny rozjaśniacz włosów – na ¾ szklanki wody dodaj ¼ szklanki soku z cytryny i opłucz włosy lub zmocz wybrane pasma. Teraz usiądź wygodnie w promieniach słonecznych i poczekaj, aż włosy wyschną. 

Sprzymierzeniec skórek i paznokci – kruche i łamliwe paznokcie wzmocnisz wcierając w nie sok lub wewnętrzną część wyciśniętej cytryny. Zabieg ten zmiękczy skórki i ograniczy ich narastanie. Możesz także zanurzyć palce w szklance cieplej wody wzbogaconej o sok z połówki cytryny, dzięki czemu z łatwością obsuniesz skórki i wybielisz płytkę paznokci. 

Przyjaciel czystej cery – sok cytrynowy to idealny preparat do oczyszczania i złuszczania naskórka, który zredukuje również nieestetyczne wągry.

Sposób na uporczywy łupież – jeśli ta przykra dolegliwość spędza Ci sen z powiek, zwalcz ją wsmarowując w skórę głowy dwie łyżki soku i starannie spłucz. Teraz zmieszaj łyżkę soku cytrynowego ze szklanką wody i ponowienie opłucz głowę. Powtarzaj czynność codziennie, aż zlikwidujesz problem. 

Sucha skóra na celowniku – maść przygotowana z sody oczyszczonej i soku z cytryny wygładzi i złagodzi dolegliwości zw. z przesuszoną skórą łokci. Dłonie i stopy doprowadzisz do porządku płukanką sporządzoną z równych ilości wody i soku, po której należy nasmarować skórę oliwą z oliwek i delikatnie osuszyć ręcznikiem. Spierzchniętą skórę nawilżysz i wygładzisz maseczką z 2 łyżek miodu, łyżki soku z cytryny i 3 łyżek śmietany. 

Świeży oddech – kwas zawarty w cytrynie poprawia poziom pH w ustach i zapobiega rozwojowi bakterii, dlatego płukanie jamy ustnej koncentratem cytrynowym zniweluje przykre zapachy. Jeśli połkniesz odrobinę soku, efekt będzie trwalszy. Pamiętaj jednak, aby po kilku minutach wypłukać usta wodą, ponieważ długi kontakt z kwasem może uszkodzić szkliwo! 

Pora na pory – zamknij rozszerzone pory mieszanką przygotowaną z ubitego na sztywno białka i połówki soku z cytryny. Nałóż papkę na twarz i zmyj po kilku chwilach letnią wodą. 

Egzotyczny dezodorant – mało kto wie, że sok z cytryny może również posłużyć jako dezodorant, choć jego trwałość z pewnością nie będzie tak dobra, jak tego tradycyjnego. Mimo to, na jakiś czas skutecznie zneutralizuje pocenie i nieprzyjemne zapachy. 

Czyste dłonie – zabrudzenia i nieprzyjemne zapachy, spowodowane np. obieraniem owoców lub warzyw, pozbędziesz się myjąc ręce w skoncentrowanym soku z cytryny lub pocierając je plasterkiem owocu.


Koniecznie dajcie znać, jeśli macie jeszcze inne, ciekawe sposoby wykorzystania cytryny. Będzie mi również miło, jeżeli podzielicie się ze mną swoimi odczuciami i doświadczeniami wynikającymi z powyższych propozycji. Tymczasem, miłego popołudnia i do przeczytania niebawem!


08 września 2013

Niezwykłe zastosowania CYTRYNY (cz.1)

Jak często sięgasz po cytrynę? Może urozmaicasz smak herbaty dodając do niej plasterek owocu, a może sięgasz po nią tylko w czasie wzmożonego ryzyka zachorowań i przeziębień? Może jednak wykorzystujesz ją w kuchni, jako dodatek do ciast i deserów lub korzystasz z jej aromatycznych atutów celem odświeżenia powietrza? A czy przyszło Ci kiedyś do głowy, aby zastąpić nią środki czyszczące i pielęgnacyjne?

Źródło zdjęcia

 

Wszechstronność i uniwersalność cytryny 


Cytryna jest jednym z najpopularniejszych owoców cytrusowych na świecie. Wynika to zarówno z jej powszechnej dostępności, jak i stosunkowo niskiej ceny. Mimo wysokiej kwasowości jest bardzo pożytecznym owocem o wszechstronnym zastosowaniu. Jej walory doceniane są nie tylko w przemyśle spożywczym, ale również kosmetycznym, chemicznym i farmaceutycznym. Wbrew powszechnej opinii o najwyższej zawartości wit. C, mało kto wie, że cytryny nie są jej najbogatszym źródłem, ale skutecznie chronią organizm przed infekcjami oraz wspomagają prawidłową przemianę materii. 
Moc cytryny z pewnością docenią wszystkie panie domu, ale również amatorzy kosmetyki i medycyny naturalnej, albowiem cytryna to nie tylko bogactwo witamin i orzeźwiającej woni, ale również naturalny lek, przyprawa kuchenna, kosmetyk i środek czyszcząco-odświerzający. Ciężko oszacować jak wiele zastosowań ma ten aromatyczny owoc, ale jedno jest pewne – to nieprzeciętnie wartościowa roślina, dlatego warto ją docenić i skorzystać z dobrodziejstw, jakie nam oferuje.
 
Cytrynowy kominek – aby po Twój dom otulił przyjemny, energetyzujący zapach, wrzuć do kominka kilka skórek cytryny i ciesz się świeżym, egzotycznym aromatem. Wysuszone skórki pomogą również podtrzymać przygasający ogień. 

Cytrusowy nawilżacz – suche powietrze jest szczególnie uciążliwe zimą, kiedy kaloryfery buchają gorącem i skutecznie utrudniają swobodne oddychanie. Odświeżacze powietrza z czasem zaczynają nieprzyjemnie pachnieć i zniechęcają do użytkowania. Z łatwością możesz jednak temu zapobiec, dodając do wody kilka lyżek soku z cytryny. W ten sposób pozbędziesz się niemiłego zapachu odświeżacza, a Twoje mieszkanie wypełni przyjemna cytrynowa woń. Jeśli nie masz nawilżacza, możesz zastosować prosty trik: postaw na kuchence garnek wypełniony wodą z dodatkiem cytryny (pomarańczy, cynamonu, goździków etc.) i podgrzewaj go na niewielkim ogniu. 

Pożegnaj śniedź – z pomocą pasty, przygotowanej z soli i soku z cytryny, z łatwością usuniesz śniedź z miedzi, stali i mosiądzu. Nałóż ją na oczyszczoną powierzchnię i odczekaj ok. 5 min., a następnie spłucz ciepłą wodą i wypoleruj. Sól możesz zastąpić sodą spożywczą. 

Sposób na marmur – choć ładnie wygląda, to ciężko utrzymać go w czystości. Niektóre zanieczyszczenia trudno z niego usunąć, ale jest na to skuteczny metoda. Połówkę cytryny zanurzamy w soli i pocieramy zabrudzoną powierzchnię. Voilà!

Wypoleruj chrom – mineralny nalot z chromowanych powierzchni usuniesz bez wysiłku pocierając czyszczone miejsce skorką cytrynową. Teraz tylko spłucz i wytrzyj do sucha. 

Pozbądź się osadu z wody – cytryna skutecznie oczyści Twój zlewozmywak i baterie, ale również powierzchnie emaliowane, takie jak wanna czy umywalka. Wykorzystaj wnętrze wyciśniętej cytryny lub po prostu jej sok. 

Strach na mole – wysuszone skórki lub plasterki cytryny skutecznie odstraszają mole, dlatego zadbaj, aby w Twojej szafie i komodzie nie zabrakło tego aromatycznego owocu. 

Pozbądź się insektów – masz nieproszonych lokatorów i nie wiesz jak się ich pozbyć nie stosując szkodliwych insektycydów? Nic prostszego! Mrówki wypędzisz spryskując progi, parapety i pozostałe miejsca, w których się pojawiają, sokiem z cytryny. W strategicznych miejscach, przez które insekty dostają się do wnętrza Twojego domu, rozłóż skórki cytryny. Karaluchy, prusaki i pchły skutecznie zniechęci podłoga umyta wodą z dodatkiem soku i skóry cytrynowej (ok. 4 cytryny na 2 l wody).
Odśwież lodówkę – nieprzyjemne zapachy, które na dobre zadomowiły się w Twojej lodówce, możesz usunąć wyciskając sok z cytryny na wacik lub gąbkę i umieszczając ją w lodówce. Pamiętaj jednak, aby pozbyć się zepsutych resztek jedzenia i przechować środki spożywcze w zamkniętych pojemnikach. Spróbuj również umyć wnętrze lodówki roztworem wody z sokiem cytrynowym, który skutecznie zneutralizuje niemiłą woń. Podobnie możesz postąpić ze zmywarką. 

Czysta mikrofalówka – zanieczyszczenia powstałe w mikrofalówce usuniesz bez zbędnego szorowania umieszczając w niej 1,5 szklanki wody z trzema łyżkami soku cytrynowego. Włącz ją na ok. 10-15 min., a następnie zetrzyj parę wodną, która osadziła się w jej wnętrzu, zmywakiem do naczyń. Jeśli chcesz szybko pozbyć się zapachu potraw z mikrofalówki, włóż do niej kilka plastrów cytryny i uruchom na ok. 5 min. ustawiając najwyższa moc. 

Deska do krojenia jak nowa – do zdezynfekowania i wyczyszczenia desek kuchennych zastosuj połówki świeżej cytryny. Wcieraj je w ich powierzchnię lub umyj w skondensowanym soku. 

Czyste gąbeczki – najszybszą metodą oczyszczenia kuchennych gąbek jest kilkakrotne zanurzenie ich w zimnej wodzie i wyżęcie, a następnie powtórzenie czynności w wodzie zmieszanej z sokiem z cytryny. 

Sypki ryż – jeśli chcesz uniknąć rozgotowanego i posklejanego ryżu, dodaj do wody łyżeczkę soku z cytryny, a po ostygnięciu spulchnij go delikatnie łyżką lub widelcem. 

Pierwsza pomoc dla Twoich warzyw – ziemniaki, kalafior, jabłka, awokado, ale również inne owoce i warzywa, zachowają świeżość i kolor, jeśli spryskasz je obficie sokiem cytrynowym lub dodasz go do wody, w której gotujesz składniki. Kruchość zwiędniętej salacie przywróci kąpiel w zimnej wodzie z zawartością soku z połówki cytryny, którą należy odstawić na około godzinę do lodówki.

31 lipca 2013

Jagody w Rio de Janeiro, czyli krem i żel pod prysznic do Balea

Ostatnio bardzo polubiłam się z kosmetykami Balea, a wszystko za sprawą niesamowitych żeli pod prysznic, które podbiły moje serce już w pierwszych sekundach użytkowania. Idąc za ciosem zaczęłam testowanie pozostałych produktów tej marki i przyznam szczerze, że wiodą one bezkonkurencyjny prym w rozpieszczaniu zmysłu powonienia. W ich ofercie znajdziecie niepowtarzalne połączenia wszelakich aromatów, które pobudzają ciało i umysł przyczyniając się do niekontrolowanego ślinotoku. Te wysublimowane, soczyste i energetyczne zapachy przyjemnie otulają ciało dostarczając sporej dawki optymizmu, co sprawiło, że przepadłam na dobre i z pewnością pozostanę im wierna na długo.


Ciało i nozdrza rozpieszczam obecnie dwoma cudownymi pozycjami do kąpieli w postaci kremu i żelu pod prysznic. Pierwszy z nich ma niesamowity, choć nieco słodkawy jagodowy zapach z wyraźnie wyczuwalną mleczną nutą. Kojarzy mi się z wonią świeżych jagód połączonych z bitą śmietaną. Konsystencja typowa dla kremowych wersji, o ciemnoniebieskim zabarwieniu i umiarkowanej zdolności pienienia się, umożliwiająca zużycie artykułu do ostatniej kropli. Druga pozycja pochodzi serii limitowanej Letnie pozdrowienia z urlopu w… i przypisana jest Rio de Janeiro. Tropikalny aromat soczystych ananasów wyczuwalny jest natychmiast po otwarciu opakowania. Nie kojarzy się z niczym innym i pachnie chyba apetyczniej i wyraźniej niż te prawdziwe - to egzotyczny raj dla zmysłów i odprężenie dla zmęczonego umysłu. Pieni się wyraźnie intensywnej niż jego kremowy kolega, ale jest nieco rzadszy. Oba kosmetyki są bezkonkurencyjne względem pozostałych, sąsiadujących z nimi na drogeryjnych półkach, mimo że ich woń na skórze jest krótkotrwała i znikoma, co osobiście uważam za zaletę. Stosunek ceny do jakości jest zniewalający: 0,65€ (ok. 2,60 zł) i 0,55€ (ok. 2,20 zł) za sztukę o pojemności 300 ml.


Zawsze byłam zdania, że produkty do kąpieli powinny spełniać cztery podstawowe zasady: delikatnie, ale skutecznie oczyszczać, nie podrażniać i nie wysuszać skóry, przyjemnie pachnieć i być w przystępnej, niskiej cenie. Za dodatkowy atut uważam dobrą wydajność kosmetyku i wysoką zdolność pienienia się, ale nie są to cechy niezbędne. Tak czy siak, żele pod prysznic od Balea spełniają wszystkie te warunki, dlatego też uważam je za produkty doskonałe w swojej kategorii. Obietnice producentów dotyczące właściwości pielęgnujących, nawilżających, ujędrniających itp. już dawno włożyłam miedzy bajki. Uważam, że produkt myjący ma za zadanie oczyścić ciało, a nie wysmuklić je czy odmłodzić, dlatego cechy charakteryzujące żele i kremy pod prysznic od Balea spełniają moje oczekiwania w 100%.

Wiem, że wiele z Was świetnie już zna te kosmetyki, ale niestety tylko ze słyszenia, dlatego pomyślałam, że może w niedalekiej przyszłości umożliwię niektórym z Was przetestowanie ich w zaciszu własnej łazienki.  

Będą chętni?

26 lipca 2013

Domowe lody bananowe dla zdrowia i ochłody

Nie wiem, jaka pogoda panuje u Was, ale nas upały rozpieszczają do granic możliwości. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mamy iście tropikalny klimat. Słupek rtęci od tygodnia nie spada poniżej 30°C i jestem mu za to niezmiernie wdzięczna, ponieważ należę do stworzeń ciepłolubnych. Uwielbiam lato i wszystkie przyjemności z nim związane. Celebracją tego okresu jest dla mnie bez wątpienia pochłanianie mniejszych lub większych ilości lodów, bez których nie wyobrażam sobie skąpanych w słońcu i wysokich temperaturach letnich dni. Nie zawsze wychodzi mi to na zdrowie i z pozytywnym skutkiem dla mojej sylwetki (choć mówią, że kochanego ciałka nigdy za wiele), dlatego postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i tym samym uciszyć swoje wyrzuty sumienia. Jak? Zobaczcie sami!


Przygotowanie lodów jest bajecznie proste i równie szybkie. Smakują wyśmienicie, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Rozpływają się w ustach niemalże jak te tradycyjne i równie wspaniale orzeźwiają ciało i umysł, stanowiąc przy tym zdrową i wartościową pożywkę dla naszego organizmu. Bananowe lody domowej roboty stały się dla mnie prawdziwą rozpustą, której nie chcę i nie muszę już sobie odmawiać ;)


20 lipca 2013

Ożywka do włosów alternatywą dla innych kosmetyków

Odżywka do włosów jest jednym z tych produktów, bez których nie ruszam się w żadną dłuższą podróż. Dlaczego? Ponieważ zakup odpowiedniej okazuje się sporym kłopotem w miejscach wypoczynku, zwłaszcza w krajach obcojęzycznych i pozaeuropejskich. Podczas jednego z takich wyjazdów odkryłam, jak wielofunkcyjny i fantastyczny jest to produkt, dzięki czemu również w domowych warunkach służy mi czasem jako alternatywa dla innych kosmetycznych niezbędników. Poza swym oczywistym przeznaczeniem, pełni u mnie również rolę zastępczą dla żelu pod prysznic, balsamu do ciała i pianki do golenia.

Jako balsam do ciała spisuje się znakomicie i jest genialnym rozwiązaniem nie tylko dla leniuchów. Jak ją stosuję? Podczas kąpieli nakładam i wmasowuję kosmetyk w umytą, wilgotną skórę. Odczekuję chwilę, zajmując się w miedzy czasie innymi etapami pielęgnacji, a następnie spłukuję. Po osuszeniu skóra jest miękka, elastyczna i gładka. Ogromną zaletą tego zabiegu jest dla mnie fakt, że nie wymaga on uciążliwego rozsmarowywania, wcierania i czekania do momentu, aż kosmetyk ulegnie wchłonięciu. Skóra nie jest tłusta i lepka, co w upalne dni potrafi być bardzo niekomfortowe i doprowadzać mnie do szału. Bywają również chwile, kiedy np. po słonecznej kąpieli skóra jest wyraźnie zmęczona i podrażniona. Chcąc zaoszczędzić jej dodatkowego obciążenia, rezygnuję z tradycyjnego żelu pod prysznic, w skład którego zwykle wchodzą SLSy/SLESy, na rzecz odżywki do włosów – te także zawierają składniki myjące. Jest to równie skuteczna, lecz delikatniejsza forma oczyszczania, za którą Wasza skóra na pewno się odwdzięczy. Poza tym, jedną czynnością załatwiamy dwie sprawy: mycie i balsamowanie - cóż za oszczędność czasu i pieniędzy ;) 

Ostatnią rolą odżywki, jaką sobie upodobałam podczas urlopowych wojaży, jest zastąpienie nią pianki do golenia. W moim przypadku to najlepszy i wręcz niezbędny kosmetyk do tego celu. Dlaczego? Odżywka gwarantuje idealny poślizg maszynki, zmniejszając jednocześnie ryzyko niepożądanego skaleczenia i podrażnienia. W przeciwieństwie do pianki, umożliwia dokładną depilację - nawet pojedyncze, uporczywe włoski są o wiele łatwiejsze do zlokalizowania. Dodatkowo skóra jest gładsza i bardziej elastyczna, a nie wysuszona, jak to często bywa po zastosowaniu pianki lub żelu. Największym atutem tej metody jest jednak całkowity brak nieestetycznych, czerwonych krostek, które zwykły pojawiać się na podrażnionej przez maszynkę skórze nóg. Czegoż chcieć więcej? 
Zdarza się także, że zamiast szamponu do włosów wybieram łagodniejszą formę oczyszczania i traktowania czupryny, stosując odżywkę. Znajoma pokusiła się nawet o zastosowanie jej jako alternatywy dla mleczka do demakijażu i o ile mi wiadomo, odżywka nie tylko podołała temu wyzwaniu, ale uzyskała bardzo dobry wynik w tej dyscyplinie. Osobiście nie zamierzam potwierdzać tej opinii ani tym bardziej sprawdzać jej na swojej facjacie, ale niewątpliwie ten niepozorny kosmetyk stał się w moich oczach idealną pozycją pielęgnacyjną o nietypowych, aczkolwiek skutecznych formach zastosowania.

Chciałabym jednak podkreślić, że używam odżywek o prostych, łagodnych i przyjaznych składach, które nie są naszpikowane silikonami, parafiną, alkoholem itp. szkodnikami.

Sezon wakacyjny w pełni i zakładam, że przynajmniej cześć z Was właśnie planuje, przebywa lub wybiera się na urlop. Zanim jednak zaznacie błogiego lenistwa i na dobre zapomnicie o bożym świecie, czeka na Was spore wyzwanie – PAKOWANIE. Przyznam, że dla mnie to najmniej przyjemna, a nawet uciążliwa czynność, która przyprawia mnie o ból głowy. O ile dylematy dotyczące elementów garderoby, które trafią do walizki, są stosunkowo bardziej złożonym i skomplikowanym zagadnieniem w umyśle każdej kobiety, o tyle problem zawartości kosmetyczki okazuje się już o wiele prostszy. Zdarza się jednak, że nie zawsze chcemy, możemy lub też pamiętamy, aby w podróż zabrać wszystkie stosowane produkty pielęgnacyjne. Problem ten najczęściej dotyczy osób podróżujących drogą lotniczą, gdzie każdy zaoszczędzony dkg w bagażu jest niemalże na wagę złota. Najprostszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest ograniczenie kosmetyków do niezbędnego minimum i ewentualne nabycie brakujących produktów w miejscu docelowym lub posłużenie się kosmetykami zastępczymi, jak np. opisaną tu odżywką do włosów. Mam jednak nadzieję, że ta wskazówka okaże się praktyczna nie tylko dla wczasowiczów :)