Niestety, natura nie obdarzyła mnie bujną czupryną i odkąd pamiętam jej kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Cienkie, rzadkie, delikatne i kruche włosy, przetłuszczające się u nasady i suche na długości - to moja zmora dnia codziennego. Mimo, że są bardzo podatne, to okiełznanie tej garści kłaczków bez wspomagaczy w postaci urządzeń i kosmetyków do stylizacji jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Zawsze bardzo dbałam o włosy i przykładałam dużą uwagę do ich pielęgnacji, ale efektów nie dostrzegałam. Bez względu na to, czy traktowałam je bardzo łagodnie, czy też ekstremalnie agresywnie, ich stan nie ulegał istotnym zmianom - do czasu. Kiedy jednak ich struktura uległa poważnym uszkodzeniom, wydawało się, że jedynym ratunkiem pozostają nożyczki. Postanowiłam jednak dać sobie i im ostatnią szansę. Sięgnęłam wówczas po kosmetyki Farmony: szampon, serum i tonik z serii Radical, które stosowałam regularnie przez wiele miesięcy. Na pierwsze efekty nie trzeba było jednak długo czekać. Już po kilku tygodniach stan moich włosów uległ widocznej poprawie, co przekonało mnie o odpowiednim wyborze produktów.
Od tamtego czasu minęło +/- 7 lat. Pozytywne doświadczenia sprawiły, że postanowiłam ponownie sięgnąć po wybawiciela włosowego kryzysu. Bez najmniejszego zawahania nabyłam i zaczęłam stosować Serum ziołowo-witaminowe Radical. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy po zużyciu dwóch tubek nie zauważyłam żadnej, nawet najmniejszej poprawy. Tym razem serum nie spisało się nawet na ocenę dopuszczającą. Zdaje się, że producent zmienił radykalnie skład kosmetyku, który pierwotnie był o wiele krótszy. Serum stosowałam wedle zaleceń na opakowaniu: niewielką ilość na umyte, wilgotne włosy.
Efekty? Marne, jeśli nie żadne. Kosmetyk nie tylko nie poradził sobie z regeneracją, wzmocnieniem, odżywieniem czy nawilżeniem, ale również z działaniem doraźnym, a wiec nadaniem włosom puszystości, miękkości i blasku. Właściwości, jakie mogłabym mu przypisać, to delikatne wygładzanie, przeciwdziałanie puszeniu się i elektryzowaniu, ułatwianie rozczesywania i zapobieganie plątaniu się włosów, choć i tu mam pewne wątpliwości. Na tej podstawie śmiało można stwierdzić, że preparat nie ma absolutnie nic wspólnego z serum o wyjątkowo skutecznym działaniu w przypadku włosów zniszczonych, wypadających, suchych, matowych, wymagających intensywnej regeneracji, wzmocnienia i ochrony, a spełnia jedynie funkcję bardzo podstawowej odżywki/balsamu bez spłukiwania. Rzadka, nietłusta konsystencja, przypominająca mleczko do pielęgnacji ciała, sprawia, że aplikacja jest bardzo prosta i szybka. Kosmetyk ekspresowo wnika we włosy nie obciążając ich. Charakterystyczny, ziołowy zapach i poręczne, przystępne opakowanie zamykane za zatrzask, mieści 100 ml serum. Wydajne i nieinwazyjne, ale w mojej pielęgnacji jak najbardziej zbędne.





