02 lipca 2013

Gdzie jestem, gdy mnie nie ma

Nadrabianie zaległości w pracy i wypowiedzenie, ostatnie dni szkoły, przyjazd teściów i pobyt w Londynie plus 1001 drobiazgów, które okazują się największym złodziejem czasu. Tak, czerwiec zdecydowanie zleciał mi w mgnieniu oka. Ani się obejrzałam, a już mamy lipiec. Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi niewiarygodnie szybko i chaotycznie, ale za to nad wyraz miło. Jak to zwykle w życiu bywa, większość niecierpiących zwłoki spraw i wydarzeń zbiegło się w czasie nie dając chwili wytchnienia. Dostałam porządnego kopa i dawkę pozytywnej energii, której pokłady mam nadzieję wystarczą na kolejne nadchodzące tygodnie, a może i miesiące. 

Wypad do Londynu planowaliśmy od dłuższego czasu, ale ze względów zawodowych właściwie do ostatniej chwili stał on pod znakiem zapytania. Ponieważ rodzice mojego chłopa zdecydowali się na podróż do UK samochodem, pomyśleliśmy, że grzechem byłoby nie wykorzystać takiej okazji i nie zabrać się z nimi na doczepkę. Szczerze mówiąc, pewnie by nam tego nie darowali, a tak czy siak po drodze do stolicy Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka mój potencjalny szwagier, robili przystanek w naszym gniazdku. Na szczęście, plan udało się wprowadzić w życie i choć na wariackich papierach, to jednak ruszyliśmy w drogę. Przyznam, że była to dla mnie dodatkowa atrakcja, ponieważ nigdy wcześniej nie podróżowałam na wyspy autem. Po 12 godzinach byliśmy już na miejscu, a i dobry nastrój po drodze nas nie opuścił. 


Pogoda nie była dla nas łaskawa i odrobinę pokrzyżowała nam plany, ale optymistyczna atmosfera i dobre humory sprawiły, że niemożliwe stało się możliwe i wykorzystaliśmy każdą minutę do cna.
Był pierwszy w tym sezonie grill, tradycyjne już zakupy na Oxford, przejażdżka kolejką linową w Greenwich, która okazała się świetną i tanią (ok. 3,20£) alternatywą dla London Eye, spacery po London Bridge, Westminster i Kew Gardens oraz spontaniczne wypady w mniej znane i uczęszczane przez turystów miejsca. 


Dodatkową niespodzianką okazała się przecudowna informacja, że nasi gospodarze spodziewają się pierworodnego, co wywołało falę nieposkromionej radości.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, ale ma to też swoje dobre strony. Powrót do rzeczywistości oznacza powrót do codziennych obowiązków i czynności, a wiec i do blogowania, co mnie niezmiernie cieszy, ponieważ moja głowa jest pełna nowych pomysłów.

11 komentarzy:

  1. Zazdraszczam wycieczki :))
    Za takie widoki to nawet bym nie zwracała uwagi na te 12 godzin jazdy.

    Piękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia, dobrze, że wycieczka się udała i problem z dodawaniem postów rozwiązany ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze że spędziłaś świetnie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie zrobić sobie taki wypad od codzienności;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietne zdjecia, zachcialo mi sie wyprawy do Londynu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, marzy mi się zobaczyć Londyn :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie :) zazdroszczę. Nigdy nie byłam, a chętnie bym się wybrała. Ładne zdjęcia :))

    OdpowiedzUsuń