12 maja 2013

Efekty sobotniej eskapady do Ikea

Ilekroć jestem w IKEA, zastanawiam się „po jasną, ciasną ja tu przyjechałam?”. Wczoraj było podobnie, ale tym razem z innego niż zwykle powodu.

Mój luby wspominał kilka tygodni temu, że chciałby wpaść do IKEA, bo dawno już nas tam nie widzieli – pi razy drzwi 2 lata – i tak też uczyniliśmy. Odrobinę podekscytowana tym, co mogę tam zastać po tak długiej nieobecności, oczyma wyobraźni robiłam już zakupy. O ile nie lubię mebli tej marki, ponieważ ich jakość i trwałość pozostawia wiele do życzenia, to już ich mieszkaniowe aranżacje wywołują we mnie dziwną falę fascynacji, olśnienia i oszołomienia. Imponują mi ich projekty - prostota ze szczyptą elegancji, ciepłe, przyjazne i do tego funkcjonalne. Często znajduję u nich ziarno inspiracji i wydawałoby się, oczywiste rozwiązania dla wnętrzarskich problemów.


Pomijając fakt, że miejsce to sieje spustoszenie w moim portfelu, z przykrością muszę stwierdzić, że jest nieprzeciętnie monotematyczne. Bez względu na to, jak częste są moje wizyty u szwedzkiego giganta, za każdym razem mam nieodparte ważnienie, że wszystko co mnie tam otacza, jest dokładnie tym samym co rok, dwa, trzy i cztery lata tumu. Oczywiście, zdaję sobie sprawę i rozumiem, że sklep nie jest w stanie regularnie wymieniać całego asortymentu i modyfikować aranżacji, ale na przestrzeni kilkudziesięciu miesięcy mogłoby się co nieco zmienić. Może się mylę i problem leży u podstaw mojej natury, jednak mimo wszystko fakt ten sprawia, że nieprzeciętnie nudzą i wręcz meczą mnie pobyty w tej sieci.



Sobotni wypad do IKEA był o tyle nieudany, że trafiliśmy na tak pożądaną przeze mnie transformację, w związku z czym sklep wyglądał jak jednostka będąca w trakcje likwidacji z min. 50% zniżką na wszystkie oferowane produkty – oczywiście redukcji cen nie było. Regały świeciły pustkami a to, co się zachowało było już przebrane, pomieszane lub „bezcenne”. Mimo wszystko, nie obyło się bez zakupów, ale dzięki temu były one bardzo skromne i przede wszystkim świadome.
A Wy jak oceniacie atrakcyjność, świeżość i innowacyjność w sieci IKEA? Jakie są Wasze spostrzeżenia i odczucia na tej płaszczyźnie? A może faktycznie bezpodstawnie się czepiam?

25 komentarzy:

  1. Fajne zakupy, co do IKEA to się nie wypowiem, bo jeszcze nigdy tam nie byłam :D I bardzo ładny nowy nagłówek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Dlatego, że nie ma jej w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania, czy po prostu tak się złożyło?
      Thx:*

      Usuń
    2. i jedno i drugie, jak w październiku pójdę na studia to koniecznie będę musiała się wybrać tam na zakupy, żeby jakoś udekorować mieszkanie ;)

      Usuń
  2. ja czekam ciągle na IKEĘ w moim mieście :) już jest w trakcie budowy.
    bo jechać gdzieś specjalnie na zakupy jakoś mi się nie uśmiecha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też raczej nie usmiechałoby się gnać wiele km specjalnie do IKEA - z całą pewnością nie ;)

      Usuń
  3. Ja mam zupełnie inne odczucia co do Ikei - uwielbiam ją :) za mnóstwo pomysłowych rozwiązań, za wiele fajnych rzeczy, za szklanki, które ciągle są w nowe wzory [ obecnie mam z flamingami ;) ], za różnokolorowe poduszki, za tanie ręczniki, wieszaki na ubrania :) zawsze znajdę wiele rzeczy, które bym przygarnęła :) i lubię 2piętrowy układ krakowskiej Ikei - jest przejrzyście i wiadomo, gdzie czego szukać [ ale to może już moje przyzwyczajenie, bo przez ostatnie kilka miesięcy jeździliśmy do niej bardzo często, urządzając nowe meiszkanie;) ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha i śliczny nagłówek bloga zrobilaś :)

      Usuń
    2. U mnie też jest dwupiętrowa IKEA i przyznam, że to świetne rozwiązanie. Nie jestem przeciwniczką tej sieci i jak już wspomniałam, lubię ich idee, bibeloty i durnostojki, ale są nieco monotonni w tym, co tam odnajduję ;)
      Thx :*

      Usuń
  4. Uwielbiam ten sklep! Mogę tam być cały dzień a na koniec zjeść 10 hot-dogów, które TAKIE są tylko TAM!:) świeczki biorę zawsze obowiązkowo za każdą wizytą. moje ulubione to te o zapachu lodów(?) w każdym razie jakiegoś deseru:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeczki to obowiązkowy punkt odwiedzin IKEA :D Lodowe zdają mi się odrobinę mdlące a moje ulubione to te na fotkach - uwielbiam ten konwaliowy aromat i świeży zapach leśnych owoców (?) :] Mmm... ;) Pzdr!

      Usuń
  5. Dołączam do fanek ikei. Tylko nie lubię jeździć tam w weekendy bo są takie tłumy jakby coś rozdawali za darmo ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Ja ogólnie nie lubię zakupów w trakcie weekendu - w moim mieście przypomina to spęd bydła ;)

      Usuń
  6. fajne zakupy, szczególnie świeczki

    OdpowiedzUsuń
  7. chętnie przygarnęłabym taki kubek ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wstyd się przyznac, ale nigdy nie byłam w Ikei. No, może raz. Ale to, co kupiłaś Ty, wydaje się całkiem fajne, szczególnie ten termos na kawę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki znowu wstyd? Żaden to wstyd :) Pzdr.

      Usuń
  9. Ostatnio i ja jak byłam skusiłam się na świece ale w 3 packu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam IKEA! Dobrze, że mam do niej daleko! Zawsze zaopatruję się tam w ramki do zjęć, naczynia i ozdoby :) O meblach nie wspomnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem meble są bardzo tanio wykonane - trwalość lakieru max. 6 miesięcy przy byciu nieprzeciętnie ostrożnym, potem odpryskuje :(

      Usuń
  11. Uwielbiam chodzić do ikei :) czerpać pomysły z wystaw :) ale nie mogę chodzić tam za często bo stamtąd nie da się wyjść z pustymi rękami, wszystko dosłownie samo wskakuje do koszyka :)też zawsze kupuję tam świeczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale muszę Ci przyznać rację - wskakuje :)

      Usuń
  12. Zawsze mam długą chciej listę z ikei. Dobrze że jest na drugim końcu miasta :D bo mąż by zbankrutował

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, czyli na szczęście dla męża i jego portfela xD

      Usuń