24 maja 2013

Rimmel Vinyl Gloss - take a chance!

W mojej kosmetyczce nie uświadczycie nadmiernej ilości błyszczyków czy też szminek. Nie jestem zagorzałą fanką tych produktów, choć chętnie ich używam i zawsze coś tam pod ręką mam. Zdecydowanie częściej stosuję pigmentowane pomadki ochronne, które nadają subtelnej barwy moim ustom. Ograniczyłam zakupy kosmetyków naustnych do niezbędnego minimum. Doświadczenie nauczyło mnie, że 70% z nich prędzej czy później i tak wyląduje w śmietniku (w niemal nienaruszonym stanie), dlatego coraz chętniej inwestuję w rzeczy, które z większym prawdopodobieństwem zużyję.

Aktualnie w wąskim gronie moich ustnych nabłyszczaczy znajduje się Vinyl Gloss, Voluptuously Shiny Lipgloss by Rimmel. Nabyłam go przy okazji 50% wyprzedaży w Rossmannie, w dwóch odcieniach, którym przypisany jest numer 130 Take a Chance i 710 Born to Bling.



Nie byłam pewna, czy dokonuję właściwego wyboru, ale już po pierwszej aplikacji moje wątpliwości zostały rozwiane. Odcienie były strzałem w 10tkę – subtelne, nadające świeżego i naturalnego looku, bez efektu tafli. Delikatnie rozświetlają i uwydatniają wargi, nadając im dyskretnej barwy. Poza tą oczywistą funkcją, jaką spełnia większość tego typu produktów, fantastycznie sprawdzają się w dziedzinie pielęgnacji, co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Fantastycznie nawilżają i natłuszczają spierzchnięte usta. W moim przypadku, efekt wygładzenia jest niemalże murowany. Błyszczyk równomiernie wnika w warstwę naskórka, przez co nawet po usunięciu go z powierzchni ust, nadal wyraźnie czuję jego obecność i działanie. Nie podkreśla suchych skórek, ale nie jest to jakieś wielkie dokonanie. Błyszczyki mają stosunkowo gęstą konsystencję - co bardzo mi odpowiada - dzięki czemu nie spływają z ust i zawsze są tam, gdzie ich miejsce. Nie gromadzą się w kącikach, nie ciągną i nie kleją, za co jestem wdzięczna producentowi.
 
Aplikacja to czysta przyjemność: precyzyjna, równomierna, szybka i dokładna bez potrzeby spoglądania w lusterko. Doskonałe proporcje wydobycia przy użyciu aplikatora zakończonego gąbeczką. Nie ma mowy o nadmiarze substancji, brudnym opakowaniu, przy ujściu którego zbiera się błyszczyk i obklejonej szyjce, czy też nakrętce. Trwałość, jak na błyszczyk przystało, przeciętna. Bez ingerencji w postaci jedzenia lub picia, zadawalająca (ok. 1-3 godz. w zależności od stanu, w jakim są usta).

Po wnikliwych oględzinach, z czystym sumieniem mogę przyznać, że jestem zadowolona z zakupu i kiedyś na pewno go powtórzę. Cieszy mnie również, ze zapach jest bardzo łagodny i po nałożeniu ledwie wyczuwalny dla mojego dość wrażliwego nochala a to naprawdę rzadkość wśród tego typu produktów.

34 komentarze:

  1. Ten 710 bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie są trochę za mało kryjące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nie są jakoś szczególnie dobrze napigmentowane, ale mi to odpowiada :) Lubię taki subtelny, nie rzucający się w oczy "smaczek" w dziennym makijażu ;) Nie wiem jak to się ma w przypadku ciemniejszych kolorów...

      Usuń
  3. A jak dla mnie przepiękny jest 130 :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wszedzie szukałam pomadki lub błyszczyka w kolorze 130. chyba go zakupię;d
    www.sandicious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz naturanly look z lekką nutką wyeksponowania, to polecam :)

      Usuń
  5. bardzo fajne kolorki :)widzialam te błyszczyki ale nie byłam do końca przekonana co do ich trwałosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oszukujmy się, wszystkie błyszczyki mają to do siebie, że mają marną trwałość w odniesieniu do szminek o płynnej konsystencji :] Na cuda nie ma co liczyć ;)

      Usuń
  6. Podoba mi się 130 :) Ale ja jestem bardziej pomadkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oba kolorki bardzo ładne, ja jednak wolę szminki, aktualnie mam chyba aż 1 błyszczyk w swojej "kolekcji" ;)
    PS. Nominowałam Cię do TAGu Liebster Blog, mam nadzieję, że będziesz miała ochotę na niego odpowiedzieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Leal :) Oczywiście, że będę miała ochotę :D

      Usuń
  8. Bardzo ładnie się prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sliczne,podoba mi się zwłaszcza odcień 710 :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakochałam się w 130 i 710♥:)

    OdpowiedzUsuń
  11. 130 bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo tu przejrzyście. Podoba mi się. Obseerwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nr 130 jak najbardziej dla mnie :) Uwielbiam takie naturalne kolorki

    OdpowiedzUsuń
  14. podoba mi się 130 :P
    bardzo fajny blog !:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło to słyszeć/czytać ;)

      Usuń
  15. uwielbiam błyszczyki pomadki i tego rodzaju duperele ;) każdy kolorek rewelka :)

    obserwujemy ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale u mnie tak to nie działa...

      Usuń
  16. moje grono błyszczyków czy też szminek też jest bardzoo wąskie :) ładne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W zasadzie to ja też nie mam dużej kolekcji szminek i błyszczyków (szczerze mówiąc mam po jednej sztuce :)). Jestem natomiast wielką fanką pomadek ochronnych :)

    OdpowiedzUsuń
  18. fajne, podoba mi się kolor 710 :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapraszam Cię do wzięcia udziału w TAGU Liebster blog.
    Otagowałam Cię u mnie:)
    Mam nadzieję, że znajdziesz chwilkę aby odpowiedzieć.
    Zapraszam, również do obserwacji mojego bloga :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Posiadam odcien 290 i jest to mój najlepszy błyszczyk jak do tej pory!;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam odcień 140 Dance with me i w opakowaniu wygląda na zbyt różowy, jak dla mnie, ale na ustach robi szał :)

    OdpowiedzUsuń